Nie ma obiektywnej pamięci.Nic takiego nie istnieje. Ryszard Kapuściński.
Kategorie: Wszystkie | stylizacje
RSS
czwartek, 19 listopada 2009

 

akacja jak bezzębny rekin, z zielonym już tylko meszkiem widocznym z daleka; akcent optymistyczny - wygląda jakby za chwilę miała wypuścić liście.

ekscytujące jest to podobieństwo wiosny i jesieni, dziecięctwa i starości. ekscytujące.

 

22:59, anne_27
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 listopada 2009

 

akacja wciąż pełna zielonych liści.

 

12:01, anne_27
Link Komentarze (2) »
wtorek, 10 listopada 2009
moje Anioły

 

Ewa uważa, że są dni, w których jest Aniołem. zamiast ubierać się na czarno ubiera się wtedy na biało. skrzydła jej jeszcze nie wyrosły, ale za to ma anielską cierpliwość dla wielu rzeczy do których ja cierpliowości nie posiadam. prócz anielskiej cierpliwości jest też anielsko dobra. a ja mam jej numer w swoim telefonie.

10:51, anne_27
Link Komentarze (3) »

 

pytam babcię o czym myśli, gdy tak sama leży cały dzień? myślę, żeby zasnąć odpowiada. i po chwili mówi kiedyś byłaś ładna, ale teraz to już jesteś zupełnie ładna. i zrobiło mi się tak po kobiecemu ładnie. wychodząc pytam czy na pewno chce zostać sama. tak mówi wszystko mnie denerwuje i telewizja i radio i będę usiłowała zasnąć. tylko to. mówiąc usiłowała zatrzymuje głos na u.

i pozwoliła się pocałować na pożegnanie.

 

08:25, anne_27
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 listopada 2009

 

i co to byłoby gdyby to Ravel przepisał po swojemu e-moll fortepianowy Chopina w warstwie tylko orkiestrowej. z całym szacunkiem dla geniuszu Fryderyka ale orkiestry nie da się słuchać. kompletnie bez polotu, nawet pod batutą Zimermanna, w odróżnieniu do partii fortepianu, która porusza najgłębsze. z pozycji Ravela zaryzykowałabym przypuszczenie, że zrobiłby to ładnie.

zausłuszałam, że Blechacz ma ujmujące piana, zwłaszcza w sonacie fortepianowej Haydna. ale jak na klasyków jest jeszcze za bardzo romantyczny. Mozart - sladki, bursztynowy.

08:52, anne_27
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 03 listopada 2009

 

babcia jakby ciut lepiej.

sama mówi wyciągając mi to z ust: myślałam, że umrę.

dziś dyskretnie wycierała recznikiem usta, gdy ją karmiłam budyniem czekoladowym.

Filip patrząc na kaszę mannę ugotowaną na gesto: gdybym był niewidomy może bym to zjadł. babcia odmawia zjedzenia kaszy. mówi, że to ohyda, ale zeby przeżyć musi jeść co jej dają.

czekoladowy budyń śmignął tylko między ustami a szklanką.

całując ją na pożegnanie słyszę: nie całuj mnie, bo jestem stara.

w szafie zauważyłam torbę z napisem: na śmierć.

babcia od czterdziestu ośmiu lat mieszka sama. pytam: smutno Ci samej?. pewnie pewnie - odpowiada. nigdy nie wyglądała na smutną, może dlatego, że była piękną kobietą, w tych szarych czasach wyróżniającą się urodą, ilością czarnych kapeluszy i okularów przeciwsłonecznych. ona zawsze dla mnie była sama. po prostu nie pasował do niej żaden mężczyzna.

 

20:16, anne_27
Link Komentarze (1) »
niedziela, 01 listopada 2009

 

mgła, której nie potrafię opisać.

09:53, anne_27
Link Komentarze (2) »
sobota, 31 października 2009
dywan musi leżeć czyli wolne dywagacje

dywan czy też coś innego w sensie rodzaju gramatycznego, użycie rzeczownika dowolne, musi leżeć.

musi też nie wydawać dzwięków chyba, że mowa o jękach, które nie są tożsame dzwiękom w sensie estetycznym.

historia wskazuje na przypadki jęczących dywanów np. latający dywan.

16:11, anne_27
Link Dodaj komentarz »
piątek, 30 października 2009
o cierpieniu

leżę leżę i boli w krzyżu. boli boli.

jechałam dziś do domu nie na przełaj. jechałam przez wioskę, w której droga przez chwilę jest bardzo wąska, a domy ustawione tak, że drzwi otwierają się wprost na dukt; i właśnie dlatego fragmentu, gdzie bruk łączy się ładnie z asfaltem pojechałam tamtędy. tam niegdyś też, ze dwadzieścia lat temu, miała miejsce rozmowa, w której głównym składnikiem było milczenie, ponieważ żadna ze stron nie miała odwagi powiedzieć kocham i może dobrze się stało, bo dziś nie miałambym takiej pewności co do tajemnic skrywanych przez to tajemnicze nadal dla mnie słowo. pojechałam tamtą drogą i myślałam o tych słowach Umberto Eco o pięknie i pragnieniu, nie specjalnie odkrywczychl ale z pewnością przeczytanych w odpowiednim czasie. otóż, piękno nie musi być przedmiotem pragnienia, może być li tylko przedmiotem zachwytu. patrząc, będąc zachwyconym nie znaczy pożądać także. no niby trywialne...

i dalej:

Człowiek spragniony, który znajduje zródło i pochyla sie by z niego pić nie kontempluje piękności. Może to uczynić pózniej, gdy zaspokoi pragnienie. Dlatego poczucie piękna odmienne jest od pragnienia. Można uważać istoty ludzkie za piękne, nie pożądając ich albo wiedząc, że nie moga nigdy stac się nasze. Jeśli natomiast pragnie się osoby ( która może być nawet brzydka) i nie można mieć z nia upragnionej więzi, doświadcza się cierpienia.

Umberto Eco, Historia piękna, Poznań 2005, str  9-10

 

no, zupełnie znajome. przynajmniej od wtedy, od kiedy człowiek rejstruje swoje uczucia... jeśli je posiada...bo można ich nie chcieć posiadać.

 

 

 

 

23:46, anne_27
Link Dodaj komentarz »

wczoraj pełne popołudnie w domu. o godzinie 17.15 wynurzyłam się z garażu, minęłam drzwi przeciwpożarowe i znalazłam się w moim ładnym domu.

obiad. zrobiłam dzieciom bruschetta i pierś z kurczka z zieloną sałatą i oliwą z mojej ulubionej winnicy. oliwa w smaku doskonała. od tygodnia zajadam się nią z chlebem i balsamico. będę gruba albo zdrowa. najedliśmy się, a usta mielismy błyszczące od oliwy.

oglądnęłam nagranego Naznaczonego z Filipem.

oczywiście lekcje. odbicia lustrzane figur geometrycznych oraz 2+3=5.

21.30 upragniony sen z bólem krzyza w tle.

w nocy przebudzona lektura:

 

 

 

Giorgione i Grupa Laokoona.

i kilka zdań przeczytane o pięknie i pragnieniu.

 

10:45, anne_27
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20